Rob Zombie to człowiek niecierpliwy,
mający milion pomysłów na minutę. Kto bowiem porywa się na
śpiewanie i kręcenie filmów niemal jednocześnie? Do tego tworzy
bajkę tak chorą, że nie powstydziłby jej się nawet pewien
artysta, śpiewający o dziewczynce rodzącej drukarkę. Sądziłam,
że po „House of the 1000 corpses” i „Devil rejects” nic mnie
w filmach Zombiego nie zdziwi. Jednak przydarzyła mu się bajka o El
Superbeasto, która zmiażdżyła mi czaszkę i wpięła się do mego
mózgu pozostawiając mi zaledwie jedno wyjście- poddanie się i
oglądanie tego tworu ludzkich rąk. Tworu, który jak najbardziej
zaspokoił moje oczekiwania.
